Mój mąż kupił mi prostownicę, o której od dawna marzyłam. Jest zdecydowanie lepsza, ponieważ wygładza włosy i ich nie niszczy tak, jak prostownice starej generacji. Włosy są po niej miękkie i lśniące. Kompletnie nie odczułam pogorszenia stanu moich włosów, a używam prostownicy niemalże codziennie. Co najlepsze – zaokrąglone brzegi pozwalają również wyczarować za jej pomocą piękne loki. I właśnie takie loki dzisiaj zrobiłam. A oto efekty:

Jak Wam się podobają moje cudne loki? Ja jestem zachwycona. Uważam, że spokojnie można coś takiego tworzyć każdego zwykłego dnia, jak również od święta. Najlepsze jest to, że moje włosy po wysuszeniu suszarką przypominają siano, a po zrobieniu tych loków wyglądają jakby były zdrowe i lśniące :) Produkt jak dla mnie powinien dostać medal :D

Moja ocena 10/10.

 

Lokówka Remington Pearl Wand Ci95 – recenzja.

Dodano 1 września 2013, w Pielęgnacja włosów, przez ZŁOWIESZCZY CHICHOT

Kupiłam lokówkę już ponad rok temu. Oczywiście nie używam jej codziennie, ale na specjalne okazje jest niezbędna. Loki można nią wyczarować w około 20 minut :D Delikatne fale raptem w 10 minut :) Lokówka nie niszczy włosów, nie odczuwa się ciepła tak jak przy starszych modelach. Szybko się nagrzewa. Loki bardzo długo się utrzymują nawet na mniej podatnych na kręcenie włosach :) Na początku miałam problem z przyzwyczajeniem się to rękawiczki, której trzeba używać podczas kręcenia, ale z czasem przestała mi ona przeszkadzać. Bardzo zachęcający jest również wygląd lokówki (kobiecy design) oraz dołączony pokrowiec odporny na wysokie temperatury. Bardzo polecam produkt. Na zdjęciach z pleneru miałam loki wyczarowane właśnie tą lokówką ^^

Moja ocena 5/5.

 

Małe marzenia… od czegoś trzeba zacząć :D

Dodano 27 sierpnia 2013, w Zakupy, Zwykły wpis, przez ZŁOWIESZCZY CHICHOT

Człowiek musi spełniać najpierw swoje małe marzenia by móc uwierzyć, że mogą ziścić się również te większe. Ja na chwilę obecną mam takie małe marzenie i jest to całkowicie materialna rzecz. Od około 2,5 roku marzę by kupić sobie trampki Converse. Jak już uda mi się na nie uskładać to je zakupię :) Wybrałam klasyczny biały model ALL STAR. Co sądzicie? Może ktoś z Was już je ma i może coś o nich powiedzieć?

 

 

Szminka nie nawilża, ale też nie wysusza ust. Kolor jest delikatny, idealny na każdy dzień. Bardzo fajnie prezentuje się również przy mocnym makijażu oka. Uwielbiam ten odcień. Mam kilka szminek z tej serii, ale ta jest najładniejsza. Cena regularna to 26 zł, ale szminki bardzo często występują w canach promocyjnych (w obecnym katalogu cena wynosi 13,99 zł). Trwałość taka sobie, na moich ustach bez picia i jedzenia utrzymuje się około 2 godzin. Poniżej wstawiam zdjęcia moich ust pomalowanych odcieniem Pout Cream.
Moja ocena 5/5.

 

Miłego weekendu kochani :)

 

Recenzja farby Londa Color Blend 17 – Jasny blond.

Dodano 23 sierpnia 2013, w Pielęgnacja włosów, przez ZŁOWIESZCZY CHICHOT

Farbę zakupiłam, ponieważ chciałam delikatnie przyciemnić moje blond platynowe włosy. Kupiłam ją po przeczytaniu wszystkich recenzji na wizażu i jestem bardzo zadowolona z zakupu. Na początku wydawało mi się, że farba wyszła za ciemna, ale po umyciu i wysuszeniu okazało się, że kolor jest bardzo przyjemny. Wydaje mi się, że odrobinę jaśniejszy niż na opakowaniu, ale nie przeszkadza mi to. Wybrałam odcień 17 – Jasny Blond. Efekt na zdjęciu po tygodniu od farbowania i po dokładnie trzech myciach załączam na zdjęciu poniżej. Odżywka dołączona do farby nie jest nadzwyczajna, ale trochę pomaga ujarzmić włosy świeżo farbowane.
Aha – miałam włosy za ramiona – koło 3 cm dłuższe niż na zdjęciu i farba ledwo starczyła, więc proponuję na całość zakupić dwie farby, a na odrosty jedną :)
Na razie na jakiś czas pozostanę przy tej farbie, bo kolor mi odpowiada. Pozbyłam się niezdrowych końcówek i teraz zamierzam farbować wyłącznie odrosty.
Moja ocena 4,5/5.

lon

 

Inglot, AMC, Eyeliner Gel.

Dodano 6 sierpnia 2013, w Makijaż, przez ZŁOWIESZCZY CHICHOT

Dziś postanowiłam wykorzystać uroczy wieczór na wyrażenie mojej opinii na temat produktu firmy Inglot, czyli eyelinera w żelu w odcieniu 77, czyli Black. Pierwsza ważna sprawa to pojemność kosmetyku – jest bardzo duży, bo zawiera aż 5,5 g. Aby w pełni namalować kreski wystarcza niewielka ilość produktu, więc wydajność oceniam bardzo wysoko. Sama mam go już pół roku i wygląda tak, jakby nie był używany. Kolor jest intensywnie czarny. Co ważne eyeliner jest wodoodporny i jak zapewnia producent bardzo trwały. To prawda – potwierdzam to w 100% :D Ja potrafię namalować nim kreski powiedzmy w sobotę na imprezę, przespać się całą noc w pełnym makijażu i potem poprawiam tylko podkład, oczu nie ruszam i tak chodzę cały dzień :) Kreska nie jest ani trochę naruszona. Nawet jak płaczę to rozmazuje mi się tylko tusz, ale kreska zostaje w nienaruszonej postaci. Minusem tego jest jedynie fakt, że produkt dość trudno się zmywa podczas wieczornej toalety. Idealny jest do tego płyn do demakijażu Inglota, bo jest dość tłusty. Ja używam na chwilę obecną dwufazowego płynu Bielendy i też jakoś daję sobie radę, ale mimo wszystko nie jest łatwo. Ogólnie uważam, że ten eyeliner jest naprawdę godny polecenia za jego trwałość i napigmentowanie. Mam w planach zakupienie innych odcieni. Odcień złoto-brązowy już mam, ale używam go jako cienia do powiek – ot takie lekkie rozświetlenie na powiece w zwyczajny dzień :D Inglot Eyeliner Gel 77 to fantastyczny produkt :) Moja ocena 5/5.

 

Astor, Soft Sensation Lipcolor Butter. Produkt fajny, ale nie idealny.

Dodano 5 sierpnia 2013, w Makijaż, przez ZŁOWIESZCZY CHICHOT

Dziś postanowiłam napisać Wam o produkcie firmy Astor, a jest nim nawilżająca pomadka do ust w pisaku – Astor Soft Sensation Lipcolor Butter. Pomadka wygląda na tanią, ponieważ opakowanie jest wykonane z tandetnego plastiku. Ale zaskoczyła mnie tym, że bardzo fajnie nawilża moje usta. Jest takim połączeniem nawilżającej, koloryzują pomadki z delikatnym połyskiem błyszczyka. Niestety trwałość pozostawia wiele do życzenia. Na moich ustach wytrzymuje jakieś 40 minut, maksymalnie godzinę (gdy nie jem i nie piję). Także trwałość słaba, ale czego się można spodziewać za dość przystępną cenę. Ja otrzymałam produkt do testowania, za co bardzo dziękuję firmie Astor. Myślę, że gdybym szukała delikatnego kolorku wraz z nawilżeniem to kupiłabym ten produkt ponownie. Ale ja szukam czegoś więcej. Moja ocena 3,5/5.

 

 

TAG: Mój zwierzęcy przyjaciel

Dodano 22 maja 2013, w Zwykły wpis, przez ZŁOWIESZCZY CHICHOT

Jak nazywa się Twój zwierzak? Mam dwa zwierzaki, które nazywają się Borys i Mrusia.

Jakie to zwierze i jakiej jest rasy? Są to dwa koty. Borys jest pół persem z długą sierścią, a Mrusia jest typowym europejskim dachowcem pręgowanym.

Jak długo jest już z Tobą? Borys jest ze mną z tego co pamiętam od 2009 roku, a Mrusia pojawiła się u mnie w 2011 (chyba). To było dawno, więc już naprawdę nie do końca pamiętam.

Jak znalazł się w Twoim domu? Borys jest dzieckiem mojego poprzedniego kota, przywiozłam go ze wsi od chrzestnej razem z bratem. Niestety brat uciekł wyskakując przez okno i ślad po nim zaginął. I wtedy po jakimś czasie postanowiłam przygarnąć kolejnego kota do towarzystwa dla Borysa. I tak właśnie znalazłam Mrusię. Przygarnęłam ją od Fundacji, która ogłasza się na allegro. I tak mam teraz dwa małe „szczurki” biegające po domu.

Ile ma lat? Borys chyba we wrześniu będzie miał 4 lata, a Mrusia jest o rok młodsza.

Co jest dziwnego w charakterze Twojego zwierzaka? Ciężko powiedzieć. Koty są jak ludzie, każdy ma swój charakter. W Mrusi dziwne jest to, że zawsze zjada wszystko z miski tak jakby się bała, że już nigdy nie dostanie jedzenia. A Borys? Hmm… dziwne dla mnie jest to, że jak źle się czuję lub jestem smutna to on zawsze to wie i się do mnie przytula.

Co Twoja relacja ze zwierzakiem dla Ciebie znaczy? One są moimi pocieszycielami. Zawsze mnie rozbawiają. Tulą się. Byłoby mi bardzo źle, gdyby któremuś z kotów coś się stało.

Najmilsze wspomnienia związane z Twoim zwierzakiem? Chyba nie ma takich. One każdego dnia powodują, że na mojej twarzy pojawia się uśmiech.

Jak nazywasz swojego zwierzaka? One mają różne ksywki. Borys: szczurek, badylarz, brzydal, wytrzeszcz, głodzilla. Mrusia: mrucha, gruba, królewna, kocilla, niunia.

Nikt nie prosił mnie o zrobienie tego tagu, ale pomyślałam, że może ktoś z Was będzie chciał dowiedzieć się czegoś o moich potworkach :)

 

Ślubne przygotowania :)

Dodano 8 kwietnia 2013, w Zwykły wpis, przez ZŁOWIESZCZY CHICHOT

Długo zastanawiałam się na jaki napisać temat. Na razie nie mam weny twórczej by pisać o kosmetykach. Postanowiłam wobec tego napisać Wam o moich przygotowaniach do ślubu. Jak wiecie własny ślub to jeden z najważniejszych dni w życiu każdej kobiety. Salę weselną trzeba rezerwować już na około półtora roku przed planowaną datą. Czyste szaleństwo, ale niestety taka jest prawda. Zarezerwowałam salę Pałacową w restauracji Czarny Staw w Nowym Adamowie. Jest to sala mała, ale bardzo ładna. Ciągle zastanawiam się, w jakim kolorze mają być dodatki na sali. Ale chyba zdecyduję się na jasny pudrowy róż lub błękit. Sama jeszcze nie wiem.

Kwiaty chyba też będą w kolorze jaśniuteńkiego różu. Tak myślę. Myślałam o czymś takim, jak na zdjęciu po prawej stronie. Lubię bukiety skromne i mało rzucające się w oczy. Wydaje mi się, że tak właśnie powinien wyglądać mój bukiet :)

Samochód również wybrałam sobie sama, a mój mężczyzna mi go znalazł. Chciałam by było to auto duże i w czarnym kolorze. Nie chciałam żadnych zabytkowych aut tylko całkowicie nowoczesne. I tym sposobem zdecydowałam się na Audi Q7. Przepiękny i duży samochód, z którego takie wysokie osoby jak my będą mogły normalnie wysiadać, a nie się gramolić. Myślę teraz tylko nad dekoracją auta. Ale pewnie też postawię na delikatność i elegancję.

Stres jest, im bliżej wesela tym coraz większy. Natomiast staram się jak najmniej o tym myśleć i bardziej nastawiać się na to, że to będzie fajna zabawa.

Może Wy macie jeszcze jakieś ciekawe pomysły dotyczące wesela? Ja jakoś jestem mało pomysłowa. I może macie jakiś pomysł dotyczący wieczoru panieńskiego? :) Czekam na Wasze propozycje :D

 

 

Własna produkcja :)

Dodano 3 kwietnia 2013, w Pielęgnacja twarzy, Zakupy, przez ZŁOWIESZCZY CHICHOT

Wczoraj postanowiłam poprawić sobie humor małymi zakupami. I takim sposobem wylądowałam w manufakturze. Zakupiłam kilka rzeczy, które od dawna chodziły mi po głowie. Oczywiście wszystkie to kosmetyki.

- Inglot eyeliner w żelu czarny oraz połyskujący brąz

- Inglot baza pod cienie

- Revlon Base and top coat

- Olejek z drzewa herbacianego Organique

- Baza pod lakier Inglot

- Płyn do demakijażu – dostałam w prezencie taką malutką buteleczkę do wypróbowania.

Poza tym na allegro dokupiłam po powrocie kilka rzeczy. Między innymi kremy:

- Olay Total Effects – one zawsze ratują moją cerę

- Tołpa Łagodzący lekki krem na dzień oraz na noc

- Krem do rąk Verona

- Top coat Sally Hansen

Będę miała kilka rzeczy do wypróbowania, a potem zabiorę się za tworzenie recenzji dla Was :)

Dzisiaj mam dzień wolny i tak sobie pomyślałam, że skoro siostra mojej przyjaciółki nie przywiozła mi z Anglii scrubu do ust Lush’a to może czas zrobić sobie własny scrub :P I takim sposobem zrobiłam sobie własną, delikatną wersję z tego, co miałam w domu pod ręką. Składniki to: cukier biały, wazelina i odrobinka oleju kokosowego. I jest bardzo fajny. Ma przyjemny zapach, nawilża i co najważniejsze złuszcza. Jak na pierwszy kosmetyk zrobiony przeze mnie to wyszedł całkiem fajnie :D

A może Wy macie pomysł na jakiś kosmetyk własnej produkcji?